Ponad 28 tys. książek sprzedanych w niecałe trzy tygodnie, za łączną kwotę ponad 2 mln złotych. Uruchomiony na oprogramowaniu Shoper Premium oficjalny sklep Kanału Sportowego święci już pierwsze triumfy.

zdjęcie główne: YouTube/KanałSportowy

Nowa wizja telewizji

Wymyślony przez czołowych polskich dziennikarzy sportowych: Krzysztofa Stanowskiego, Mateusza Borka, Michała Pola i Tomasza Smokowskiego Kanał Sportowy, to projekt z pogranicza tradycyjnej publicystyki telewizyjnej i internetu. Czwórka znanych i lubianych komentatorów postanowiła stworzyć kanał na YouTube, w ramach którego robi to, na czym zna się najlepiej, czyli rozmawia o sporcie.

 

 

„Nowa jakość na sportowym YouTube” – pisały o Kanale Sportowym media, a za dobrą prasą, szła coraz większa oglądalność. Dziś, czyli ponad rok po starcie, kanał posiada ponad 400 tys. subskrypcji oraz ponad 105 milionów wyświetleń wszystkich swoich materiałów. Ale to nie koniec jego spektakularnych osiągnięć.

Złote, a skromne

Wiadomo, że Kanał Sportowy to poważny biznes. Zaangażowane w niego osobistości telewizyjne przyciągają widownię i chcą na tym zarabiać pieniądze. YouTube YouTubem, ale przy prowadzeniu tak dużego przedsięwzięcia, uruchomienie dodatkowej sprzedaży, np. w sklepie internetowym, wydawało się kwestią czasu.

Kanał Sportowy czekał z tym do lutego 2021 roku, kiedy uruchomił oficjalny sklep na oprogramowaniu Shoper Premium. Na początku wydawałoby się jeszcze dosyć skromnie – w ofercie sklepu znalazły się bowiem na starcie trzy książki i zapowiedź, że koszulki, bluzy, wlepki i inne atrakcje pojawią się już niebawem.

 

 

Chwilę później okazało się jednak, że pozory myliły. Krzysztof Stanowski ogłosił bowiem kilkanaście dni po starcie sklepu, że „w ciągu 2,5 dnia sprzedaży złożono 6891 zamówień, o łącznej wartości 480 tys.”. A to i tak był dopiero początek.

Tak sprzedaje się książki

Kanał Sportowy został na początku zatowarowany trzema reedycjami książek autorstwa Krzysztofa Stanowskiego, których nie zdążyło wcześniej kupić, a na które czekało wielu czytelników: „Kowal. Prawdziwa historia”, „Szamo. Wszystko, co wiedziałbyś o piłce nożnej, gdyby cię nie oszukiwano” oraz „Spalony”. Widząc zainteresowanie tymi bestsellerami i dostając pytania od widzów Kanału, czy planowane są wznowienia, Stanowski postanowił dodruki. Ale własnym sumptem, bez udziału wydawnictwa. Dlaczego?

„Zależnie od wydawnictwa i pozycji rynkowej autora, jego honorarium waha się od 8 do 12% ceny detalicznej z jednego egzemplarza. Oczywiście, jak ktoś pokazał, że jego książki się sprzedają, to może liczyć na trochę więcej. Ale co oznacza 8-12% ceny detalicznej jednego egzemplarza? Tyle, że autor książki średnio może liczyć na ok. 4 zł od jednego sprzedanego egzemplarza” – wyliczył wszystko w jednym z odcinków swojego „Stanowiska”, który możesz w całości obejrzeć poniżej.

 

 

Jak słusznie przypomniał, w cenie książki zawierają się opłaty, które są przeznaczane na funkcjonowanie wydawnictwa czy marketing. „Książkę trzeba wydrukować, przewieźć z miejsca na miejsce, a wreszcie ją umieścić w Empiku. Empik z kolei musi zapłacić kosmiczny czynsz za wynajęcie sklepu, np. w Galerii Mokotów, i musi utrzymać wszystkich swoich pracowników. A to wszystko idzie z każdego jednego egzemplarza książki, którą trzeba poszatkować na kawałki”.

Wydanie książki – mówi dalej Krzysztof Stanowski – w klasycznym modelu ma oczywiście swoje plusy: wydawnictwo prowadzi cały proces wydawniczy za autora, zapewnia książce reklamę i odpowiednią ekspozycję, używa całego swojego know how. Autor „Spalonego” przekonuje jednak, że można to też zrobić na własnych warunkach. I jego sprzedaż w oficjalnym sklepie Kanału Sportowego jest tego najlepszym dowodem.

„Chcemy zarabiać pieniążki i… je zarabiamy”

Oczywiście – współzałożyciel Kanału Sportowego ma tę przewagę nad innymi i ma ten luksus, że: a) jego książki są pożądane na rynku, b) ma własne kanały dotarcia do odbiorców. Ale Krzysztof Stanowski nie jest pierwszym, który postawił na tzw. self-publishing i sprzedaż we własnym sklepie internetowym.

Nie jest też pierwszym, który zdecydował się ograniczyć sprzedaż w czasie, czyli na swoisty, książkowy „drop”: ogłosił, że książki można zamawiać tylko do końca lutego, potem zamówienia nie będą już przyjmowane, przez co podkręcił zainteresowanie i kilka tygodni później mógł pochwalić się spektakularnym wynikiem.

 


fot. twitter.com/K_Stanowski

 

1 marca Krzysztof Stanowski poinformował, że udało mu się sprzedać 28 539 książek za kwotę ponad 2 mln złotych. 470 tys. złotych to wartość zamówień z ostatnich 24 godzin sprzedaży. Warto też nadmienić, że przy takiej sprzedaży w klasycznym modelu księgarskim wynagrodzenie autorskie dla wszystkich zainteresowanych wyniosłoby około 120 tys. złotych. „Cóż, zrobiliśmy z tego około 1 420 000 złotych” – napisał na swoim Facebooku Stanowski.

Mówiąc krótko: chcieli zarobić pieniążki i je zarobili. Gratulacje. Polecamy teraz innym.

 

Przeczytaj także: Jak uruchomić sprzedaż książek w internecie